Baby Blues - w kręgach matek używany skrót BB.
Uważam, że to ciężki temat. Wręcz TABU.
Sama będąc w ciąży "coś nie coś" wyczytałam, usłyszałam...."gdzieś....ktoś...." i tyle.
Podobno dotyka nawet (!) 85% kobiet !
I teraz moje pytanie i zdziwienie :
- " Jak do cholery tyle kobiet może to przeżywać skoro mam tyle znajomych "matek" w swoim środowisku, tyle kobiet "znanych z telewizji" po porodzie świetnie wygląda i szczerzą się do kamery opowiadając jak to jest cudownie od kiedy ich pociecha jest na tym świecie! "
Stwierdzę ostro - Gówno prawda.
Sztuczny lukier i wata cukrowa te wszystkie opowieści.
Ja osobiście znalazłam się w tych 85%....choć uświadomiłam sobie to po dłuuugim czasie - siłą perswazji nie chciałam dopuścić takiej myśli do siebie. Jednak natury nie oszukasz.
Okropny stan. Okropne myśli w głowie się kotłują. Zmęczenie. Złość. Bezsilność. Niemoc. Irytacja. Strach. itd...
Rzeczywistość stanu "po" przerosła wyobrażenia "przed.
Nie sądziłam, że pierwsze 2 miesiące będą wyglądały tak, że córka moja nie będzie odklejona od piersi.
Nie przypuszczałam, że będę się bała pójść pod prysznic na 3,5 minuty, "bo nagle może się obudzić i będzie płakać" !
Zamknęłam się w sobie na 4 spusty na ten czas.
Ocean łez wylałam, bo czasem oczy na zapałkach się trzymały, a ja nie miałam siły wstać z łóżka i zająć się "jak na prawdziwą matkę" przystało.
Bałam się każdego dnia.
Bałam się każdej nocy.
Nienawidziłam wschodów i zachodów słońca.
Dosłownie bałam się własnego dziecka.
Nie, nie, nie tego, że nie podołam, że źle się zajmuję, bo to mi szło - na dzień dzisiejszy powiem nieskromnie-bardzo dobrze!
Bałam się, bo Ona zabierała mój czas.
Zabierała mi moje codzienne rytuały.
Zabierała mi moje przyzwyczajenia.
Zabrała mi część mnie samej....
No, ale w końcu jesteśmy krew z krwi....dałam siebie za jej istnienie.
Po 2 miesiącach stawało się coraz lepiej. Coraz bardziej rozumiałam "język" mojej córki i co chce mi przekazać.
Nauczyłam się, że po wstaniu z łóżka to nie moje JA jest ważne, tylko najpierw "oporządzić" córkę, a siebie na końcu ;)
Mi nie miał kto pomóc i nawet takowej pomocy nie oczekiwałam - z tym trzeba się zmierzyć sam na sam i poznać od podszewki.
Nie potrafię napisać, żadnej sensownej rady - jak "mądre" poradniki, żeby mąż pomagał, rodzina....ble, ble, ble.
Uważam, że każda z nas musi znaleźć swój złoty środek, a tak naprawdę to CZAS sprawia, że robi się powolutku, powolutku lepiej, prościej, jaśniej...
Zła jestem, że tyle się "gada, pisze" o cukierkowym macierzyństwie, a o takich stanach jakie przeżywałam np. ja - i jestem pewna, że nie tylko ja, jest tak cicho.
Czasem, ktoś odburknie w telewizji jakieś statystyki i porównania objawów i przyczyn i tyle.
Myślę, a nawet jestem tego pewna, że co druga z nas, która została naznaczona BB po prostu się tego wstydzi.
A to żaden wstyd, Odwaga wręcz, że staje się z tym twarzą w twarz i walczy.
Życzę przyszłym mamom, by ominął je ten smutny stan.
I zazdroszczę tym 15%, które miały piękny ten START w macierzyństwie :) ja nie miałam tyle szczęścia.
Pozdrawiam !
I trzymajcie się ciepło !

